Jesienny wyjazd Klubu Szalonych Emerytów na Bałkany 8.10-17.10. 2022

W sobotnie, późne popołudnie 58 – osobowa grupa członków i sympatyków KSE wyruszyła z Nowego Sącza przez Słowację i Węgry do chorwackiej Dalmacji. Wczesnym rankiem dotarliśmy nad kanion rzeki Krka, który podziwialiśmy z parkingu zlokalizowanego obok mostu.

Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy dalej do Trogiru, który był naszym pierwszym punktem programu zwiedzania. To jedno z najpiękniejszych miast w Chorwacji, w którym odbywasz podróż w czasie do minionych wieków, gdy rządzili nim Grecy, Rzymianie, Węgrzy i Republika Wenecka. Stare miasto położone na niewielkiej wysepce (500 m x 250 m)pomiędzy stałym lądem a wyspą Čiovo jest bardzo urokliwe. Wyjątkowość Trogiru dostrzegło UNESCO, wpisując starówkę na Listę Światowego Dziedzictwa. Wchodzimy przez Bramę Lądową. Wzniesiono ją w XVII wieku w stylu renesansowym. Nad nami XV-wieczna figurka patrona miasta, św. Jana Ursiniego. Labiryntem marmurowych uliczek kierujemy się na Targ (czyli plac) Jana Pawła II, przy którym znajduje się kilka zabytkowych budowli: majestatyczna Katedra św. Wawrzyńca z wspaniałym romańskim portalem z XII w, gotycki ratusz miejski, renesansowa Loggia i gotyckie pałace rodu Cipiko. Przeciskamy się przez kolejne ciasne uliczki na Rivę, czyli promenadę nadmorską, na końcu której podziwiamy Fort Kamerlengo, a po drugiej stronie wyspy Basztę św. Marka będące pozostałością systemu obronnego miasta wzniesionego przez Wenecjan.

Kolejny nasz „przystanek na zwiedzanie” znajduje się kilkanaście km na południe i jest to Split. Po drodze zerkamy na ruiny antycznego miasta Salona, w którym urodził się przyszły cesarz Dioklecjan oraz resztki akweduktu dostarczającego wodę do Spalatum czyli Splitu. Parkujemy w porcie i wędrujemy w kierunku Rivy, której dominantą jest ogromny Pałac Dioklecjana zbudowany na przełomie III/IV w ne o wymiarach 175 m x 215 m łączący w sobie funkcje mieszkalne, wojskowe i religijne. Oglądamy resztki tego co dotrwało do naszych czasów, czyli bramy pałacowe: złota, srebrna, brązowa i żelazna; westybul czyli przedsionek do pomieszczeń pałacowych; perystyl otoczony podwójnym szeregiem kolumn korynckich; mauzoleum Dioklecjana przebudowane w VII w na chrześcijańską katedrę oraz świątynię Jowisza zamienioną w VIII w na baptysterium czyli chrzcielnicę. Przez Żelazną Bramę wchodzimy do miasta zbudowanego przez Wenecjan w XIV i podziwiamy gotycki ratusz oraz renesansowe pałace patrycjuszy. Potem przechodzimy na Plac Republiki z zadziwiającą zabudową w stylu weneckim, pochodzącą z XIX w. Stamtąd, skręcając przed XIV – wiecznym klasztorem franciszkanów, wspinamy się na wzgórze Marjan. Z tarasu widokowego podziwiamy wspaniałą panoramę miasta.

Zmęczeni, wracamy do autokaru i Magistralą Adriatycką czyli „Jadranką” jedziemy dalej na południe do Drvenika, który stanowi naszą bazę (7 noclegów) na kolejne dni. Poruszamy się wśród idyllicznych miejscowości leżących u podnóża gór Biokovo, między którymi mijamy kolejne malownicze zatoczki z maleńkimi plażami. Kombinacja gór i morza, wszechobecnych pini i palm, większych i mniejszych wysepek sprawia, że widoki są po prostu „nieziemskie”.

Kolejny dzień przeznaczamy na wypoczynek i poznanie uroków Drvenika. Jest to osada pod masywem górskim Biokovo w Chorwacji, na Riwierze Makarskiej.

Pierwsze wzmianki o osadzie pochodzą z XIII w. Pierwotnie znajdowała się ona u samego podnóża gór Biokovo. Z czasem tereny pustoszały, a ludność przenosiła się coraz bliżej wybrzeża. Na północ od miasteczka, na wzgórzu Glavica, znajdują się ruiny twierdzy a także szczątki pierwotnych osad, które nie nadają się do zamieszkania. Miejscowi winiarze wykorzystują je jako składy wina. Penetrowanie górnych osad zostawiamy na sobotę przed odjazdem. Nasz spacer prowadził przez plażę Donja Vala, następnie obok portu z którego wypływają promy na wyspę Hvar, uroczą nadmorską promenadą dochodzimy do plaży Gornja Vala. Obie plaże należą do Drvenika i są żwirowe. Pomiędzy nimi na wzgórzu znajduje się niewielki kościółek św. Rocha i punkt widokowy z którego widać Półwysep Peljesac i wyspę Hvar. Potem wędrujemy dalej aż do Zaostroga, słynącego z pochodzącego z XIV w klasztoru Franciszkanów. Od samego początku działała w nim szkoła kształcąca duchownych. Franciszkaninem, żyjącym w tym klasztorze w XVIII w był Andrija Kacic – poeta, literat i filozof chorwacki. Niestety bramy kościoła i klasztoru były dla nas zamknięte, więc nie zobaczyliśmy bogatych zbiorów bibliotecznych i etnograficznych. Wracaliśmy tą samą promenadą, bardzo zmęczeni. Łącznie przeszliśmy około 12 km. Po południu zażywaliśmy morskich kąpieli na „naszej” plaży Donja Vala.

Trzeciego dnia wyprawy wybraliśmy się promem na wyspę Hvar. Stłoczeni jak sardynki w puszce, bez możliwości opuszczenia autokaru (pojazdy poupychali tak ciasno,że nie dało się otworzyć drzwi), wypłynęliśmy z Drvenika promem Jadroliniji do Sucuraj – portu na Hvarze. Dobrze, że dzieli obie miejscowości niewielka odległość i płynie się tylko 30 min. Hvar to najdłuższa wyspa Chorwacji (68 km), „tonąca w słońcu”, „lawendowa wyspa” tak się promuje. Od czasów antycznych znana jest ze swojego strategicznego położenia, bogactwa, ciekawej historii, kulturalnych i przyrodniczych atrakcji. Drogi na wyspie są wąskie i pełne zakrętów, ale nasz autokar prowadzony przez doświadczonych kierowców radził sobie doskonale. Pomknęliśmy na drugi koniec wyspy, podziwiając krajobrazy, w których o tej porze na próżno wypatrywaliśmy fioletu kwitnącej lawendy. Niestety krzaczki były szare i pozbawione kwiatów. Latem jest zupełnie inaczej i cała wyspa tonie w fiolecie. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od „stolicy” czyli nowego miasta Hvar założonego w 1278 r., na południowym wybrzeżu. Wtedy stary Hvar (Faros, Pharia) leżący po północnej stronie, założony przez Greków w IV w p.n.e., otrzymuje nazwę Stari Grad. Wjechaliśmy autokarem na wzgórze wznoszące się 109 m nad miastem, zwieńczone monumentalną twierdzą Spanjola. Jej budowa rozpoczęła się w 1282 r. Wkrótce po tym, jak miasto zwróciło się do Wenecjan o ochronę przed piratami szalejącymi na Adriatyku. Niemniej jednak to miasto Hvar sfinansowało budowę. W pewnym momencie w XIV wieku hiszpańscy inżynierowie brali udział w projekcie, stąd nazwa „Spanjola”. Kiedy Turcy zaatakowali Hvar w 1571 roku, cała ludność schroniła się w forcie, gdy miasto było plądrowane i palone. (dlatego większość zabytków pochodzi z XVI/XVII w) Spod murów oglądamy przepiękną panoramę Hvaru oraz archipelag 20 niewielkich, bezludnych wysepek Pakleni Otoci (Wyspy Piekielne) malowniczo rozsianych na błękitnych wodach zatoki. Widać również na sąsiednim wzgórzu kolejną fortecę, znacznie mniejszą i młodszą, bo wybudowaną podczas krótkiego panowania Napoleona, który podbił Republikę Wenecką pod koniec XVIII w. Schodzimy do miasta uliczkami, po niezliczonej ilości kamiennych schodów. Przechodzimy obok klasztoru Benedyktynek, które zaszczepiły na wyspie tradycję wykonywania misternych koronek z włókna agawy. W klasztorze jest muzeum koronki hvarskiej, wpisanej w 2009 r na listę UNESCO. Docieramy na największy plac miasta Targ sv. Stjepana (Szczepana), przy którym wznosi się XVII – wieczna katedra św. Szczepana a obok pałac biskupi w którym jest muzeum. Z podobnego okresu pochodzi duma miasta – hvarski monumentalny Arsenał połączony z teatrem, założonym w 1612 roku (to jeden z najstarszych miejskich teatrów w Europie). Po drugiej stronie placu oglądamy przepiękną loggię z wieżą zegarową, które są symbolami każdego weneckiego miasta. W porcie cumuje wiele luksusowych jachtów, a w pewnym oddaleniu ogromny wycieczkowiec. Na koniec poszliśmy promenadą na południowo-wschodni kraniec miasta,do klasztoru franciszkańskiego. Oglądamy go z zewnątrz (zamknięty) podziwiając jego fortyfikacje, piękny XV-wieczny tympanon z wizerunkiem Marii z Dzieciątkiem dłuta Nicolasa de Florentinac, ucznia Donatella oraz niesamowity posąg „biedaczyny z Asyżu” znajdujący się przed kościołem. Godzinę czasu wolnego każdy zagospodarowuje według swoich potrzeb i upodobań, potem jedziemy do najstarszego miasta na wyspie, czyli Starego Gradu.

Pierwsze jednak wzmianki o Faros (Stari Grad) pojawiają się w 384 r p.n.e., kiedy to koloniści z greckiej wyspy Paros zakładają w tym miejscu „polis“ (miasto – państwo). Wybrali tą lokalizację, ponieważ na wschód od miasta rozciąga się tzw. Starogradsko Polje – równina pól uprawnych – największa i najpłodniejsza w skali adriatyckich wysp. Grecy wytyczyli parcele o wymiarach 1 x 5 stadionów (grecka jednostka miary) czyli 180 x 900 metrów. Ten pomnik kultury agrarnej, przez tysiąclecia formowany pracą ludzkich rąk, zachował system dróg i kształt wielkich parcel ogrodzonych kamiennymi murkami. Na wielu miejscach pozostały szczątki antycznych zabudowań gospodarczych. Jest najlepiej zachowanym przykładem antycznej parcelacji na świecie, w 2008 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Starogradsko Polje obsadzone jest głównie winoroślą i gajami oliwnymi, dokładnie tak jak w czasach antycznych i od zawsze produkuje się tu najlepszą na świecie oliwę.

Parkujemy obok kościoła bractwa starogradzkich marynarzy i rybaków pod wezwaniem ich patrona św. Mikołaja (sv. Nikola) – wzniesionym w XIV w. W dniu patrona – 6 grudnia kultywuje się tradycję ofiarnego spalenia starej łodzi, co ludziom morza ma zapewnić opiekę świętego. Oglądamy z zewnątrz, położony obok klasztor Ojców Dominikanów pod wezwaniem św. Piotra Męczennika założony w 1482 roku. W końcu XVI w., po ataku Turków Osmańskich na wyspę, klasztor i kościół zostały obwarowane dwiema basztami. W kościele, spoczywają szczątki wielkiego chorwackiego poety Petra Hektorovića oraz jego matki Katariny. Położony nieopodal Tvrdalj – wielki kamienny gmach, któremu jego budowniczy – renesansowy poeta Hektorović poświęcił całe swoje długie życie. Przechodzimy przez malowniczy Škor. Plac powstał na przełomie XVII i XVIII wieku, w miejscu zasypanej płycizny po nieczynnej szkutni, stąd nazwa. Wąziutką marmurową uliczką docieramy na Plac św. Szczepana przed kościołem farnym (pod tym samym wezwaniem) – niegdyś katedrą i najważniejszym miejscem w Starim Gradzie. To tutaj przed wiekami ogłaszano wyroki, zawierano wszelakiego rodzaju umowy. Kościół św. Szczepana (sv. Stjepan) to barokowa świątynia, której budowę rozpoczęto w 1605 roku na miejscu wyburzonej starej katedry i pałacu biskupów. Główny portal i fasadę wybudował mistrz Ivan Pomenić z Korčuli – budowniczy katedry w mieście Hvar pod tym samym wezwaniem. Obok stoi dzwonnica – campanila, której fundamenty oraz podstawę ułożono z wielkich kamiennych bloków – fragmentów antycznych murów miasta. W południowej części placu znajduje się fragment rzymskiego pomnika nagrobnego z II w pne. Wędrujemy do portu, tutaj część osób ma czas wolny, natomiast spora grupa wspina się na wzgórze Glavica (111 m. n.p.m.) ze śladami prehistorycznej iliryjskiej twierdzy oraz kamiennym krzyżem z początku XX w i maleńką kapliczką. Ze wzgórza rozciąga się widok na miasto, zalew i równinę pól uprawnych Starogradskiego Polja. Wracając do autokaru, oglądamy wczesnochrześcijański (z przełomu wieków V i VI) kościół św. Jana (sv. Ivan), w którym zachowały się antyczne mozaiki. Obok niego znajdują się ruiny kościoła św. Marii oraz fragmenty starożytnych murów obronnych miasta Faros a także szczątki domu i antycznej uliczki z IV w p.n.e. Tutaj także mieściła się wschodnia brama miasta, za którą, niezmiennie od antyku po dziś dzień, znajdują się pola uprawne – tzw. ager .

Wsiadamy do autokaru i wracamy na drugi koniec wyspy do portu Sucuraj mając nadzieję na zakup oliwy bezpośrednio u gospodarza, w którejś z wiosek po drodze. Niestety po sezonie wszystko pozamykane. Dopiero w porcie niektórzy zakupili hvarską oliwę. Płyniemy do Drvenika dużym promem z tarasem dla pasażerów, więc zachwyceni podziwiamy w blasku zachodzącego słońca uroki Sucuraj, a później Drvenika.

W środowy poranek (dzień 4 wyprawy) pojechaliśmy do Imotski przez tunel Sveti Ilija (Jerzy) ponad czterokilometrowej długości, wydrążony pod najwyższym szczytem masywu Biokovo. Po drugiej stronie gór, na granicy z Bośnią i Hercegowiną, leży kraina niezwykłych jezior. W Imotski znajdują się dwa wielkie leje krasowe. Już z daleka dostrzegamy te olbrzymie zapadliska. Parkujemy przy Modro Jezero (Błękitne Jezioro), które swoją nazwę zawdzięcza turkusowemu kolorowi wody. Wysokość jego leja krasowego wynosi 290 m a głębokość dochodzi do 100 m i waha się w zależności od pory roku. „Dziura” ma spore rozmiary: długość ok 800 m i szerokość ok 500 m. Wchodzimy na taras widokowy koło parkingu i daremnie wypatrujemy wody. Zupełnie wyschło!. Nie zrażeni brakiem wody, kupujemy bilety i schodzimy w dół utwardzoną ścieżką schodzącą serpentynami, wybudowaną na początku XX w, z której można podziwiać piękno tego miejsca. W ścianach zapadliska dostrzegamy kilka jaskiń, a na skałach kozice. Ścieżka kończy się na wysokości lustra wody a ponieważ jej brak, schodzimy na samo dno. Wrażenie niesamowite! Podobno po raz pierwszy taka sytuacja miała miejsce w listopadzie 1943 roku i została wywołana trzęsieniem ziemi rok wcześniej. Potem zdarzało się to co jakiś czas, ale w tym roku wody w jeziorze nie ma już od 88 dni, czego jeszcze w Imotskim nie odnotowano!

Powoli wychodzimy na górę, i kierujemy się w stronę znajdującej się wysoko nad nami twierdzy Topana z X wieku, wzniesionej przez Słowian i rozbudowanej przez Turków. Trudy wspinaczki wynagradza zapierający dech w piersiach widok na cały obszar Imotski, miasto oraz stadion miejscowego klubu piłkarskiego położony w suchym leju krasowym tuż pod twierdzą.

Schodzimy na parking i wędrujemy szosą około 1 km do Jeziora Czerwonego(Crveno Jezero), największego zapadliska krasowego w Europie i jednego z największych na świecie. Stajemy oszołomieni na brzegu ogromnego leja o pionowych czerwonawych ścianach(stąd nazwa). Kilkaset metrów niżej dostrzegamy ciemnogranatowe lustro wody, a więc tutaj jest, nie uciekła! Głębokość „dziury” to 526 m, w tym lustra wody około 245 m, a średnica 450 m. Dno znajduje się około 6 m poniżej poziomu morza. Patrząc na jezioro z drogi, odnosimy wrażenie, iż woda leży tak blisko, że wyrzucony kamień z łatwością wpadnie do niej. Podobno nikomu się to jednak nie udaje. Sprawdziliśmy i faktycznie nie zaobserwowaliśmy żadnego poruszenia się wody.

Pełni niecodziennych wrażeń, wracamy na drugą stronę gór i tuż przed Makarską odwiedzamy jeszcze sanktuarium MB Lurdzkiej w Vepric. Założył go w 1908 roku biskup Splitu i Makarskiej Juraj Carić. Jego początki wiążą się z pierwszą narodową pielgrzymką do Francji. W jej trakcie chorwaccy pątnicy przybyli do Lourdes, do sanktuarium Matki Bożej w pięćdziesiątą rocznicę objawień. Kiedy pątnicy wrócili do kraju, biskup Juraj znalazł pod górą Biokovo niedaleko Makarskiej miejsce bardzo przypominające Lourdes. To własnie w Vepric w naturalnej jaskini postanowił ulokować chorwackie Lourdes. Sanktuarium powstało z darów Chorwatów i pracy wolontariuszy. 15 października 1908 roku odbyła się konsekracja. Sanktuarium wciąż jest rozbudowywane. Jest tutaj ołtarz polowy dla tysięcy pielgrzymów przy którym pięć razy w roku odbywają się wielkie uroczystości maryjne. Przy wejściu wita nas figura Archanioła Gabriela. Stoi na tle gór. Po lewej stronie jest grota z figurą Maryi z Lourdes i kamienny ołtarz. Możemy się wyciszyć i pomodlić. Wokół groty zauważamy poukładane tablice wotywne. Ścieżką prowadzącą wyżej wędrujemy wzdłuż Kalwarii ze stacjami Drogi Krzyżowej.

W czwartek, piątego dnia pobytu w Chorwacji, jedziemy na południe Dalmacji do Stonu i Dubrownika. Trasa wiedzie obok przepięknych Jezior Bacinskich. Jest to grupa 7 jezior krasowych połączonych ze sobą wąskimi przesmykami, otoczonych zielonymi wapiennymi wzgórzami. Za chwilę czekają nas kolejne oczarowania! Zjeżdżamy do delty rzeki Neretwy, zwanej Chorwacką Kalifornią z racji bardzo płodnych, uprawnych polderów z plantacjami mandarynek oraz różnych warzyw. Wzdłuż drogi znajdują się ciągi straganów, na których dominują właśnie mandarynki, bo październik to pora ich zbioru. Jedziemy dalej do miejscowości Komarna, gdzie znajduje się nowy, oddany do użytku w tym roku, najdłuższy chorwacki most (2,4 km) spajający obie części Dalmacji, rozdzielone od końca XVII w tzw. „ przesmykiem bośniackim” czyli kilkukilometrowym pasem adriatyckiego wybrzeża, należącym do Bośni i Hercegowiny. W czasach Jugosławii, kiedy oba kraje były składnikiem federacyjnej republiki, nie miało to znaczenia dla żadnej ze stron, dopiero po jej rozpadzie nabrało gospodarczego i politycznego ciężaru. Od lat 90 – tych XX w dojazd do Dubrownika wymagał dwukrotnego przekraczania granicy, co znacznie utrudniało ruch turystyczny. Stąd decyzja o budowie mostu, który połączył Komarną z chorwackim Półwyspem Peljesac, omijając część wybrzeża należącą do BiH. Most bardzo ładnie prezentuje się z lądu, natomiast sam przejazd nie jest ciekawy, bo nawet morza nie widać (wysokie barierki).

Jedziemy do nasady Półwyspu Peljesac, gdzie w najwęższym przesmyku, znajdują się dwie niewielkie miejscowości Ston, gdzie produkowano sól i Mały Ston, czyli port z którego ją eksportowano w świat. Saliny były tak ważne gospodarczo dla Republiki Dubrownickiej (dostarczały 1/3 dochodu), że zbudowała jedne z najdłuższych fortyfikacji w Europie. Składają się one z 3 fortec, 40 wież, 7 bastionów, muru obronnego o długości 5,5 km i rozciągają się od Stonu do Małego Stonu. Mury stoją do dziś, podobnie jak nadal trwa produkcja soli z wody morskiej. Przechodząca z pokolenia na pokolenie, stosowana przez cztery tysiące lat technologia, odbywa się nieodmiennie od stuleci w ten sam sposób: tylko przy pomocy morza, słońca i wiatru. Nasza trasa wiodła koroną murów obronnych i wież wspinających się na wzgórze, skąd podziwialiśmy miasto i zabytkowe saliny. Zeszliśmy do Małego Stonu, gdzie otworzyły się widoki na Małostońską Zatokę z mnóstwem „plantacji” ostryg.

Jedziemy dalej na południe jeszcze 50 km, podziwiając wysepki archipelagu Elafickiego, ciągnące się aż do Dubrownika. Miasto zostało założone na jednym z morskich szlaków handlowych prowadzących ze wschodu na zachód. W VII w. na wyspie Lausa łacińscy uchodźcy z pobliskiego Epidaurum (obecnie Cavtat) założyli osadę Ragusa. Wkrótce u podnóża wzgórza Srd, Słowianie założyli swoja osadę Dubrava (Dąbrowa). W XII w. Ragusa i Dubrava zostały połączone. Zasypano kanał dzielący wyspę od brzegu, który przebiegał w miejscu obecnie głównej ulicy – Placa (inaczej Stradun). Na przełomie XV i XVI wieku miasto usamodzielniło się tworząc kupiecką Republikę Dubrownicką. W 1667 roku silne trzęsienie ziemi znacząco zniszczyło miasto. Koniec Republiki Dubrownickiej przypisuje się Napoleonowi, który wkroczył na jej tereny w 1806 roku. Gdy docieramy pod mury miasta, zaskoczeni jesteśmy ich ogromem. Mają prawie 2 km długości i 25 m wysokości otaczając całe stare miasto. Wzmacniają je cztery twierdze, pięć bastionów i dwanaście wież. Budowane były przez wiele wieków, od IX do XVII w. Zatrzymujemy się na placu pod Bramą Pile, gdzie sympatyczna przewodniczka Karolina przybliża nam historię miasta. Potem wchodzimy przez bramę do środka. Spacerujemy najdłuższą, główną ulicą starówki dubrownickiej czyli Stradun, przy której znajdują się dwie studnie – Wielka Studnia Onofria niedaleko bramy Pile, przed zakonem Klarysek oraz Mała Studnia Onofria po stronie przeciwnej – nieopodal bramy Ploče, na placu Luža. Ulica jest szeroka, wyłożona białym marmurem, stoją przy niej jednakowe, marmurowe domy, wzniesione po trzęsieniu ziemi w XVII w. Mijamy liczne sklepiki, restauracje i kawiarnie. Podziwiamy wznoszące się schodkowo klimatyczne przecznice. Przy Placu Luža stoi piękny pałac Sponza z 1522 r. Budowla przetrwała wspomniane wyżej trzęsienie ziemi. Obecnie znajduje się tu Archiwum Republiki Dubrownickiej, w którym oglądać można m.in. manuskrypty sprzed prawie tysiąca lat. Naprzeciw pałacu Kolumna Rolanda z postacią słynnego rycerza z Pieśni o Rolandzie wzniesiona w 1418 roku. Długość prawego przedramienia rycerza była niegdyś jednostką długości miary. Po drugiej stronie kościół św. Błażeja patrona miasta a za nim katedra N.M.P. oba odbudowane w XVII w po trzęsieniu ziemi. Obok kościołów XV wieczny Pałac Rektorów – będący siedzibą władz miasta, czyli rektora (będącego odpowiednikiem weneckiego Doży, sprawującego w mieście władzę polityczną i administracyjną) oraz podległych mu urzędników. Przechodzimy na plac Ivana Gundulića, autora poematu „Osman”. Na pomniku tego chorwackiego poety oglądamy wizerunki polskich rycerzy walczących z Turkami pod Chocimiem. Kilka kroków dalej podziwiamy wspaniałe barokowe schody prowadzące do kompleksu jezuickiego. Przechodzimy do portu, gdzie żegnamy Karolinę. Idziemy na plac widokowy przy forcie Revelin a potem wracamy Stradunem do bramy Pile i wychodzimy ze starówki. Z grupą najwytrwalszych wspinamy się jeszcze na znajdujący się poza murami Fort Lovrijenac (św. Wawrzyńca). Trójpoziomowa budowla na planie trójkąta, powstała na początku XI wieku. Na przestrzeni dziejów była kilkukrotnie przebudowywana. Spod twierdzy roztacza się wspaniały widok na mury i dachy Dubrownika. Zmęczeni, pełni wrażeń, wracamy do Drvenika, zatrzymując się w delcie Neretwy na mandarynkowe i nie tylko zakupy.

W piątek obraliśmy kierunek na Bośnię i Hercegowinę. Naszym celem jest Medjugorje i położony nieopodal Wodospad Kravica.

Medjugorje to niewielka, ale dynamicznie rozwijająca się miejscowość, znajdująca się w Hercegowinie, w południowej części Bośni i Hercegowiny. Nazwa oznacza teren między wzgórzami. Kiedy 42 lata temu grupa dzieci mieszkających w bośniackich wsiach — Medjugorie i położonej po sąsiedzku Bijakovici — wyszła wieczorem z domu, by zapędzić do zagród zwierzęta, zapewne żadne z nich nie spodziewało się, że ich życie zmieni się już na zawsze. 24 czerwca 1981 r. podczas pobytu na wzgórzu Podbrdo szóstce ukazała się Matka Boska. Dzieci wystraszyły się pięknej pani i uciekły ze wzgórza. W domu opowiedziały o wszystkim starszym, a ci kazali im dzień później wrócić na górę. Wspomniana szóstka młodych zmieniła jednak swój skład. Dwoje dzieci zostało w domach, a zastąpiła je inna dwójka. Ostatecznie Mirjana, Ivanka, Vicka, Ivan, Marija oraz Jakov zostali „widzącymi” i rozpoczęli rozmowy oraz modlitwy z Marią, którą sami nazywali „Gospą” (po chorwacku pani), a która to postać przedstawiła im się jako Blažena Djevica Marija (z chorw. Błogosławiona Dziewica Maryja). Objawienia na wzniesieniu miały miejsce jeszcze przez pięć dni (do 29 czerwca). Później przeniosły się do kościoła parafialnego w Medjugorie. Dziś cała szóstka twierdzi, że dalej rozmawia z Matką Boską. Wszyscy założyli rodziny, mają dzieci i twierdzą, że są bardzo szczęśliwi. Część z nich mieszka dalej w Medjugorie. Inni wyemigrowali do Włoch czy USA. Jeszcze inni jeżdżą po świecie, by modlić się razem z katolikami w ich krajach. W ostatnim czasie cała szóstka jest też intensywnie obserwowana przez Watykan.

Jedziemy najpierw do miejsca pierwszych objawień Matki Bożej, na Górę Objawień położoną kilkaset metrów ponad przysiółkiem wioski Bijakovici zwanym Podbrdo. Od parkingu idziemy wzdłuż długiego ciągu straganów z dewocjonaliami. Potem zaczyna się podejście. Wspinamy się stromą ścieżką najeżoną ostrymi skałami, wzdłuż płaskorzeźb z brązu przedstawiających radosne i bolesne tajemnice różańca. Na chwilę zatrzymujemy się przy niebieskich krzyżach, wyznaczających miejsca objawień. Na górze przy figurze Matki Boskiej z białego marmuru zatrzymujemy się na dłużej. Dookoła panuje cisza i spokój sprzyjający modlitwie. Jeśli ktoś szuka miejsca do zadumy i kontemplacji, Góra Objawień będzie idealnym ku temu miejscem. Ponadto ze szczytu rozpościera się malowniczy widok nie tylko na Medjugorie ale na okoliczne góry, pola i niezamieszkałe tereny Bośni i Hercegowiny. Widać też kolejne wzgórze z wielkim białym krzyżem. To Kriżevac – gdzie na pamiątkę 1900 rocznicy śmierci Jezusa mieszkańcy Medjugorja wybudowali w 1934 roku ośmiometrowy krzyż z betonu. Schodzimy dłuższą, mniej stromą, ale równie trudną ścieżką do autokaru i jedziemy na parking pod kościołem św. Jakuba. Zdążyliśmy na mszę dla Polaków.

Stary kościół parafialny, wybudowany pod koniec ubiegłego wieku, zniszczyło trzęsienie ziemi. Budowa nowego kościoła została zakończona w 1969 roku. Kościół, podobnie jak cała parafia, jest poświęcony św. Jakubowi starszemu, apostołowi i patronowi pielgrzymów. W 1991 roku został wybudowany ołtarz za kościołem, przeznaczony do odprawiania nabożeństw na wolnym powietrzu, a także 20 konfesjonałów. Wzniesiono też kaplicę z przeznaczeniem na Adorację Eucharystyczną i miejscem na wykłady i rozmowy. Minęliśmy te obiekty i powędrowaliśmy kilkadziesiąt metrów dalej, żeby zobaczyć słynną Figurę Jezusa Zmartwychwstałego.
Figura została wylana z brązu i postawiona w obecnym miejscu oraz uroczyście poświęcona w Wielkanoc 1998 roku. Została wykonana przez słoweńskiego rzeźbiarza Andreja Ajdiča. Przedstawia Ukrzyżowanie oraz Zmartwychwstanie jednocześnie, połączenie dwóch misteriów w jednej rzeźbie. Na krzyżu, który leży na ziemi widoczny jest zarys postaci Chrystusa, a sam Chrystus z wyprostowanymi ramionami wznosi się jakby do nieba. Z prawego podudzia figury wypływa ciecz. Wiele osób przypisuje jej niezwykłą moc uzdrawiającą. Pielgrzymi odwiedzający Medjugorie ustawiają się często w długich kolejkach by dotknąć nogi Jezusa i zabrać ze sobą choć kilka kropel. My też tak uczyniliśmy, jednak nie zauważyliśmy żadnej cieczy.

Po południu jedziemy do jednej z bardziej znanych i popularnych przyrodniczych atrakcji Bośni i Hercegowiny czyli Wodospadów Kravica, położonych tylko kilkanaście kilometrów od Medjugorje, w pobliżu chorwackiej granicy. Powstały one na rzece Trebižat. Mają ok. 25 m wysokości i tak naprawdę dzielą się na 20 mniejszych bądź większych kaskad. Ich okolicę porasta soczyście zielona, bujna roślinność. Wokół powstała niezbędna infrastruktura turystyczna – jest kilka knajpek i restauracji w większości nieczynnych po sezonie. Całość wygląda malowniczo, pomimo niskiego stanu wody, susza tu też dotarła. Trawertynowa kaskada, porośnięta mchem w barwach jesieni z której spływały cienkie strużki wody, wyglądała bajecznie. Fotografiom nie było końca. Na bazarku obok parkingu zrobiliśmy całkiem udane zakupy miejscowych produktów.

Sobota, ostatni dzień pobytu, zgodnie z programem wyprawy była przeznaczona na penetrowanie górskiej części Drvenika. Jednak większość grupy (42 osoby)udała się (pod przewodnicką opieką pomysłodawcy rejsu Krzyśka) autokarem do Makarskiej, skąd wypłynęła w całodzienny rejs połączony z krótkim pobytem w Jelsie na Hvarze oraz w Bolu na wyspie Brać. Ta ostatnia wizyta połączona była z plażowaniem na jednej z piękniejszych chorwackich plaż Złotym Rogu, położonym w pobliżu miasta.

Z grupy kilkunastu osób, które zostały w Drveniku, tylko 5 osób zdecydowało się pójść w góry, reszta korzystając z przepięknej tego dnia pogody, postawiła na drvenicką plażę. Niżej podpisana, oczywiście wybrała góry. Wędrujemy najpierw do Selo, opuszczonej wioski u podnóża Drvenickich Ścian. Niezamieszkałe, częściowo zrujnowane przez trzęsienie ziemi domy, wałęsające się głodne koty robią na nas przygnębiające wrażenie. Wokół plantacje oliwek, pełne owoców. Najbardziej imponującym obiektem w Selo jest odremontowany niewielki kościółek św. Jerzego i spory cmentarz z okazałymi marmurowymi nagrobkami, wciąż używany do pochówku. Nieopodal na wzgórzu wznoszą się ruiny fortecy Gradina, zbudowanej przez Ilirów 1000 lat p.n.e. W 1687 roku miejscowe kobiety z Drvenika broniły twierdzy przed Turkami (pod nieobecność mężczyzn walczących z osmanami w innym rejonie). Twierdza Gradina długo stawiała opór i Turcy chcieli się wycofać. Gdy tylko dowiedzieli się, że w forcie są tylko kobiety, zebrali siły, zdobyli fort i wzięli wszystkie 80 kobiet w niewolę. Informuje o tym tablica ustawiona poniżej twierdzy. Wpisaliśmy się do książki wejść oraz podziwialiśmy wspaniałą panoramę Drvenika na tle morza i wyspy Hvar od północnego zachodu a Półwyspu Peljesac od południa. Potem ruszyliśmy szlakiem w górę na widoczną nad miastem grzędę skalną. Choć z dołu Drvenickie Ściany wydają się nie do zdobycia, to wspinaczka okazała się dość łatwa, pomimo 655 m przewyższenia. Z góry widoki imponujące i kolejna skrzynka z książką wejść. Troje naszych wspinaczy poszło dalej na Wierch Sokolić, robiąc ogółem 788 m przewyższenia. Po zejściu w dół, zdążyliśmy jeszcze poplażować.

W niedzielę pakujemy bagaże do autokaru i o 9.00 opuszczamy Drvenik. Podróż powrotna będzie wiodła przez Bośnię i Hercegowinę, kraj zamieszkiwany przez Bośniaków, Serbów i Chorwatów, którzy po wojnie w latach 1992-1995 żyją obok siebie, ale nie ze sobą.

Znów jedziemy przez neretwiańskie, mandarynkowe zagłębie a rzeka będzie nam towarzyszyć do miasta Konjic, niedaleko Sarajewa. Pierwszym naszym przystankiem na zwiedzanie jest Blagaj. Podjeżdżamy na parking i idziemy w górę rzeki Buna, która wypływa wprost z masywu skalnego. Mijamy domki z białego kamienia oraz kramy z lokalnymi wyrobami rękodzielniczymi. Bośniacy sprzedają m.in. barwne kilimy, repliki kindżałów, reczne młynki do pieprzu i kawy. A do tego lawendę, przyprawy, miody i rakiję. Na końcu drogi jest słynna Tekija, czyli klasztor derwiszy, muzułmańskich zakonników. Został wybudowany u podnóża skalnej ściany, mającej ponad 200 metrów wysokości w XVI w. Wyżej wznoszą się ruiny twierdzy bośniackiego władcy regionu Hum – Stjepan Vukcić Kosaca. Żeby ogarnąć osmańską architekturę klasztoru, przechodzimy na drugą stronę rzeki i podchodzimy do jaskini wywierzyskowej. Wypływa z niej nie jakiś zwykły strumyczek, ale żywioł osiągający dziką siłę aż 43 tysięcy litrów na sekundę! To rzeka Buna, która po 9 km wpadnie do Neretwy. Nim jednak w ogóle pojawi się na powierzchni ziemi z tym nieprawdopodobnym impetem, to przez 19 km płynie w hercegowińskich skałach krasowych, po czym wypływa z głębokiej groty jako jedno z najsilniejszych źródeł w Europie. Jednak tej jesieni wody jest znacznie mniej niż zwykle. Część osób decyduje się na krótki rejs pontonem do wnętrza jaskini, pozostali fotografują się na tle groty i klasztoru, którego białe ściany idealnie odbijają się w błękitnej wodzie Buny.

Wracamy do autokaru robiąc po drodze zakupy. Jedziemy do Mostaru, miasta założonego przez Turków w XV wieku, jako stolica sandżaku hercegowińskiego. Parkujemy obok klasztoru Franciszkanów. Mijając kościół pw. Piotra i Pawła, oglądamy zarys murów poprzedniego, zniszczonego podczas bratobójczych walk na początku lat 90-tych minionego wieku. Odbudowano go w 2000 r. Właśnie wtedy powstała jego strzelista wieża, która obecnie jest najwyższą budowlą Mostaru. Budzi jednak tzw. mieszane uczucia. Wieża katolickiego kościoła góruje zarówno nad minaretami mahometańskich meczetów, jak i krzyżami prawosławnych cerkwi. To ma symboliczne znaczenie w tym wieloetnicznym regionie. Idziemy w stronę głównej atrakcji miasta czyli Starego Mostu, przechodzimy przez ruchliwy bulwar Hrvatskih Branitelja, który był linią frontu i nadal oddziela zachodnią chorwacką część Mostaru od wschodniej, zamieszkanej przez muzułmańskich Bośniaków i prawosławnych Serbów. To na tej ulicy znajduje się wiele budynków ze śladami wojny. Po przejściu na drugą stronę bulwaru zagłębiamy się w świat osmańskiej architektury i orientalnych klimatów. Klucząc pomiędzy starymi tureckimi domami, skręcamy w lewo w stromą i śliską uliczkę prowadzącą do Krzywego Mostu (Kriva Cuprija). Most znajduje się nad rzeką Radobolją, prawym dopływem Neretwy. Został ukończony w 1558 i prawdopodobnie wzniesiono go w celu przetestowania technologi użytej później przy budowie Starego Mostu. Jest jednoprzęsłowy, śmiałym kamiennym łukiem spina brzegi rzeki i stanowi wspaniałe tło do grupowych zdjęć. Potem schodzimy na brzeg Neretwy tuż pod słynny most, od którego miasto wzięło swoją nazwę. Wzniesiony w 1566 roku według projektu Mimara Hajrudina, ucznia sławnego Mimara Sinana, najwybitniejszego architekta osmańskiego tworzącego dla Sulejmana Wspaniałego. Oślepiająco biały, kamienny łuk mostu wznosi się na wysokość 28,7 m nad nurtem Neretwy, jego długość to 29 m a szerokość 4 m. Z obydwu stron wznoszą się XV-wieczne wieże: Halebija na zachodnim brzegu i Tara na wschodnim. Niegdyś służyły jako skład amunicji i mieszkania dla strażników. W najwyższym punkcie łuku, poza barierką stoi młody chłopak, który zamierza skoczyć do rzeki, jak uzbiera odpowiednią kwotę od gapiących się turystów. Klub skoczków mieści się w zachodniej wieży. Wychodzimy na górę i kierujemy się na most. Stąpając po niezwykle wyślizganych kamieniach, pamiętamy, że nie spacerujemy po oryginalnej konstrukcji. Ta runęła do wód Neretwy dokładnie 9 listopada 1993 r., ulegając pociskom i ładunkom wybuchowym wymierzonym w most przez chorwacką armię, która atakowała wtedy wschodnią część miasta. Poza stosem kamieni, do rzeki runęło ponad 400-letnie, osmańskie dziedzictwo kulturowe, co bardzo osłabiło morale walczących Bośniaków. Stary Most odbudowano (używając marmurowych kamieni wydobytych z rzeki) dzięki międzynarodowemu wsparciu i otwarto 23 lipca 2004 r. Aktualnie obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Po drugiej stronie mostu znajduje się słynna uliczka Kujundżiluk (złotników)- orientalny bazar, gdzie turysta znajdzie wszystko czego potrzebuje (chińskie badziewie również) Na końcu uliczki znajduje się Targ Tepa, gdzie można zakupić tutejsze owoce i warzywa. Tuż przed targiem skręcamy w boczną uliczkę prowadzącą na niewielki placyk nad rzeką. Znajduje się tam meczet Koski Mehmeda-paszy, zbudowany w 1617 roku. Jest jedynym w mieście, w którym zachowały się malowidła i dekoracje ścienne z czasów tureckich (wszystkie meczety uległy zniszczeniu w czasie wojny domowej, ale zostały odbudowane) Jest tu także budynek dawnej szkoły koranicznej (medresy). Wracamy do autokaru i jedziemy dalej w górę rzeki Neretwy, która płynie w coraz węższym kanionie. Widoki przepiękne. Dojeżdżamy do miejscowości Jablanica. Miasteczko to jest znane wielbicielom historii oraz filmów wojennych. To tam rozegrała się słynna Bitwa nad Neretwą, zwana również Operation Weiss lub czwartą ofensywą antypartyzancką. Od stycznia do kwietnia 1943 roku trwał atak państw Osi przeciwko partyzanckiej armii w Jugosławii. Na podstawie tych wydarzeń nakręcono film pt. „Bitwa nad Neretwą”, który swoją premierę miał w 1969 roku. Specjalnie na potrzeby filmu został wybudowany i dwukrotnie zniszczony most nad Neretwą, a jego ruiny można oglądać do dziś. Na drugim brzegu stoi lokomotywa z wagonem sprawiając wrażenie jakby przejechała przez most dosłownie w ostatniej chwili przed jego wysadzeniem. Obok znajduje się muzeum poświęcone tej bitwie. Docieramy do zaporowego Jablanickiego Jeziora. Wody bardzo mało, susza jak wszędzie. Dalej obieramy kierunek na Sarajewo i Doboj, granicę z Chorwacją przekraczamy na rzece Sawie, jedziemy przez Slawonię w stronę Węgier. Gdzieś na trasie zatrzymujemy się na kolację serwowaną przez Basię: pyszny chlebuś ze smalczykiem. Do Nowego Sącza docieramy po 7 rano w poniedziałek. Program wyprawy został zrealizowany w całości. Grupa bardzo sprawna, dzielnie pokonywała trasy piesze i znosiła trudy autokarowych przejazdów (około 3300 km). Mam nadzieję, że program wyjazdu zadowolił większość a wyżywienie i noclegi zaspokoiły potrzeby na przyzwoitym poziomie. Dziękuję Basi za ogarnianie spraw finansowych i dyscyplinowanie grupy a także Krzyśkowi za zajęcie się osobą wymagającą pomocy lekarskiej (skręcenie stawu ręki), dzięki niemu grupa mogła dalej zwiedzać. Dziękuję kierowcom z limanowskiej firmy „Asik”, za profesjonalizm i bezpieczną jazdę.

Maria Dominik