• 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Bieszczady:10-11.03.2018

To była już 16sta edycja zimowych Bieszczadów. Wyjazd tradycyjnie w piątkowe popołudnie. Mocna ekipa pod wodzą Roberta Cempy i Krzyśka Jankowskiego dociera szybko i sprawnie autobusem firmy „Rycho” do bazy noclegowej. Tak jak w zeszłym roku gościliśmy w „Zajeździe pod Caryńską” w Ustrzykach Górnych. Szybka kolacja i nieco dłuższe rozmowy we wspaniałej atmosferze- po prostu Biesy. Rano wjeżdżamy na przełęcz Wyżniańską skąd wychodzimy na Małą i Wielką Rawkę (1307m n.p.m.). Pogoda nie rozpieszcza. Mgła, silny wiatr i oczywiście mnóstwo śniegu nie pozwala nam zdobyć „trójstyku”, lecz dla wyposażonego w odpowiedni sprzęt i kondycję Piotrka Połomskiego to pestka. Grupa „wyczynowa” schodzi z powrotem na przełęcz i z powodzeniem atakują Połoninę Caryńską (1297m n.p.m.). Jacek Bereziński im pozazdrościł i na czele żeńskiej „grupy pościgowej” realizuje ten sam plan. Brawo! Wszyscy w komplecie docierają do bazy na zasłużony odpoczynek. Sauna, kolacja oraz śpiewy i tańce do białego rana – po prostu Biesy. W niedzielny poranek jedziemy do Wołosatego skąd udajemy się w stronę królowej polskich Bieszczadów-Tarnicy (1346m n.p.m.). Czym wyżej ponad granicę lasu, tym warunki pogodowe gorsze. Mgła, zadymka i zwalający z nóg wiatr nie pozwala niektórym na dotarcie do szczytu. Ci, którzy byli na pewno długo nie zapomną tej wizyty. Schodzimy z powrotem tą samą trasą, a grupa „wyczynowa”, w ekstremalnych warunkach, przez Szeroki Wierch, schodzi do Ustrzyk Górnych. Obiad, pakowanie się, chwila odpoczynku i…..- po prostu Biesy. (KJ)