• 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Polana Stoły, Tatry: 25.02.2018

Wstawał mroźny lutowy poranek. Słupki rtęci na sądeckich termometrach zatrzymały się na kresce oznaczającej minus 16 stopni Celsjusza. Większość mieszkańców grodu nad Kamienicą szczelniej owinęła się ciepłymi kołdrami i obróciła na drugi bok kontynuując z rozkoszą niedzielny sen. Dla nieco ponad dwudziestoosobowej grupy panujące na zewnątrz warunki okazały się być jednak doskonałą okazją do podjęcia tatrzańskiej wycieczki. W ten sposób tuż po siódmej nasz autobus ruszył w stronę Zakopanego, by po dwóch godzinach jazdy zatrzymać się w Kirach. Dolina Kościeliska ubrana w białą zimową szatę nie przypominała tej zatłoczonej porą letnią, dlatego szybkim krokiem, szlakiem zielonego paska biegnącego wzdłuż Potoku Kościeliskiego pomaszerowaliśmy do przodu. Po 30 minutach skręciliśmy w prawo na niebieski szlak prowadzący na Halę Stoły. Pomimo lekkiego „pod górę” po niespełna godzinnej wędrówce osiągnęliśmy nasz cel. Słońce oraz cisza wokół rekompensowały słabą widoczność. W otoczeniu trzech zabytkowych szałasów pasterskich zjedliśmy drugie śniadanie. Jerzy, który godnie zastępował Zbyszka w roli fotografa niejednokrotnie przedzierał się przez zaspy, aby zrobić najładniejszą „sweet focie”. Kolejne chwile wycieczki pokazały, jak zgrana jest nasza ekipa. Podzieliliśmy się na dwie grupy. Kiedy jedna eksplorowała otoczenie Stawu Smreczyńskiego, druga zajęła się organizowaniem biwaku w schronisku na Hali Ornak. W ten sposób odkrywcy zimowych walorów zamarzniętego tatrzańskiego stawku trafili idealnie w objęcia schroniskowego ciepła. Po uzupełnieniu kilku straconych kalorii dziarsko ruszyliśmy w drogę powrotną. Żal było kończyć wędrówkę, ponieważ klimat panujący w grupie był wyborny, a radość przebywania w górach skutecznie podnosiła temperaturę. Taki cotygodniowy „rytuał” dla zdrowia ciała i hartowania ducha zalecam wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy jeszcze z nami tego nie robili. (JKr)