• 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

KSE: Eliaszówka, 21.02.2018

Dojechaliśmy dalej niż wynika to z rozkładu jazdy autobusów– a mianowicie aż do parkingu w Kosarzyskach. Stąd na skróty polną drogą do szlaku prowadzącego w kierunku Bacówki na Obidzy prowadzą nas dwie sprinterki. Tutaj pierwsza integracyjna przerwa. Próbujemy różnych specjałów, ale chyba największą popularnością cieszą się proziaki ( placki z mąki wypiekane na blasze gorącego pieca). Tu Piotr Meder otrzymuje dyplom z okazji 10-cioletnej działalności w PTT. W międzyczasie dociera tu grupka słowackich narciarzy biegowych, aby pokrzepić się grzanym piwem. Zbliża się południe, a więc czas w dalszą drogę. Naszym kolejnym punktem jest Eliaszówka 1023 m n.p.m. najwyższy szczyt Gór Lubowelskich (L´ubovnianska Vrchovina). Idziemy grzbietem , który jest granicą ze Słowacją. W czasie II wojny prowadził tędy kurierski szlak przerzutowy. W prawo odchodzi ścieżka do kaplicy w Litmanowej. Właściciel Chaty na Magórach był trochę zestresowany faktem, gdzie pomieści naszą prawie czterdziestoosobową grupę. Przed Chatą pada hasło Hymn KSE, ale chyba ze względu na brak „nutek” czy też niską temperaturę nie mogliśmy osiągnąć właściwej tonacji i decybeli. Przy ostrym zejściu Bartek wnuk Teresy Kowalczyk ułatwia sobie drogę zjeżdżając na talerzu zjazdowym, a później pomaga wydrapać się seniorom na przeciwległy stok po drugiej stronie potoku. Teraz już tylko w dół obok starszych i nowych zabudowań. Zamykamy pętlę na przystanku obok Leśnego Dworu. (WLZ)